Pracodawcy w mniej bezwzględny sposób wykorzystują to, że jest rynek pracodawcy. Jeśli tylko nastąpi w pracy sytuacja konfliktowa na linii przełożony-pracownik, to ten ostatni może się obawiać pod koniec każdego miesiąca. Niepewność pracy jest obecnie cechą stałą w większości przedsiębiorstw. Prośba o podwyżkę wydaje się być nie na miejscu. Zakład pracy zawsze może obecnego pracownika wymienić na tańszego, gdyż kilku chętnych na etat czeka na zaproszenie za zamkniętymi drzwiami przedsiębiorstwa. W takiej sytuacji pracodawcy wcale nie są zainteresowani utrzymaniem pracownika w firmie. Jak tu więc prosić o podwyżkę.

Istnieje pewna możliwość, żeby pracodawca był zainteresowany podniesieniem pracownikowi pensji, w sytuacji gdy on sam może na tym nieco zyskać. Co prawda dla pracownika wiąże się to z pewną niedogodnością. Czasami decydujemy się na zmianę swojego położenia świadomie, o ile jawi się przed nami wielka potrzeba i konieczność wyższych zarobków. Takim prostym rozwiązaniem korzystnym dla obu stron jest samozatrudnienie. Jeśli pracownik założy samodzielnie firmę, i zostanie ona zatrudniona przez przedsiębiorstwo na zasadzie umowy zlecenia, to wówczas cały ZUS, czyli prawie połowę pensji można przeznaczyć na wynagrodzenie pracownika.

Mamy do dyspozycji prawie połowę wysokości pensji. Jeśli pracownik zgodzi się nie otrzymywać całej tej sumy, to i tak zyskuje. ZUS jaki płaci osoba fizyczna od działalności gospodarczej nie jest tak wysoki, jak ZUS płacony przez[przedsiębiorstwo, a więc w ogólnym rozrachunku każdy zyskuje. Niedogodność jest jedynie taka, że należy sprecyzować z pracodawcą wynagrodzenia za urlop. Czy on przysługuje pracownikowi, czy też nie. Pracując na samozatrudnieniu, pracownik ma prawo korzystać z dotychczasowego miejsca pracy – biurka, komputera, krzesła i… herbaty. Praktycznie więc nic się nie zmienia, oprócz sposobu i wysokości wynagrodzenia.